No to tylko półtorej zmiany a wsumie 5 dób do przylotu do kraju... właściwie to nic szczególnego, ale jakoś sie juz nie moge doczekać... jeszcze się dzis dowiedziałem, że latając bezpośrednio przepłacam blisko dwu krotnie za bilety - taniej jest latac przez Frankfurt albo Zurich... no ale to blisko 2h wiecej w podróży. Cotam - na przyszłość sie będe zastanawiał.
Chwile temu w dodatku skonczyłem gadać z kumpelą z
polsl - ta sie dopiero dziś zaprawiła - kazde słowo to bylo normlanie zaszyfrowane conajmiej kombosem md5 i shadow... a przez telefon to normlanie jak sluchac jakiegos zakodowanego radia :)
Wogule to chyba w Polsce wszyscy pija dzis, mój najlepszy kumpel to na przywitanie mi wyskoczy? "ide po browara". Tak a ja o kawce i kanapeczkach siedzie w pracy i uaktualniam baze zman na oddziałach. Wkoncu niebedzie mnie 3 tygodnie wiec trzeba tak z góry na jakis miesiąc do przodu zrobić by później nie wyszło ze "miałem a nie zrobiłem"
W dodatku jeszcze mnie czeka napisanie jednego dokumentu do dokumenacji. I musze to zrobić dzis, potem jakies lanei wody w kilku innych sprawach i mam świety spokój na jakies pół roku z "przeglądem pracowników". Hmm - moze jakaś podwyzka wejdzie jak ładnie pościemniam - jak nie to się o nią upomnie (a jak) :D
Ale i tak życie jest piękne - wracam z końcem Października z urlopu - ide na 4 zmiany do pracy i spadam na tydzień do Londyny odwiedzić Agusie. Jejku, ale jej dawno nie widziałem. Wsumie nie wiem czego sie juz nie moge doczekać bardziej - .pl czy .uk... chyba obu.
Jedyne co mnie czeka to wizyta jutro z landlordem, spakować sie, impreza w sobote i praca w niedziele... no i lot w środku nocy - zapewne prześpie znowu cale 3h (nie patrząc to nawet i lepiej).
Hmm - trzeba jutro isc na jakies piwo.